Rakiety przeciw rakietom, szaleństwo przeciwko szaleństwu

Zbliża się niepostrzeżenie ważna dla świata, Europy i Polski szczególnie, data: 2 sierpnia 2019. Tego dnia otóż wygaśnie traktat o zakazie posiadania rakiet średniego zasięgu (Treaty on Intermediate-range Nuclear Forces INF) , czyli takich, które mogą razić w odległościach 500-5500 km. Kilka dni temu z traktatu wycofała się Rosja, a za miesiąc wycofają się Amerykanie, którzy ostrzeżenie o tym kroku wydali 5 miesięcy temu. Formalnie rzecz ujmując, USA pierwsze zagroziły wycofaniem. Ale formalności nie mają tu nic do rzeczy, Rosjanie ich nie stosują i nie uznają. Od pewnego czasu reformują swoje zasoby rakiet średniego zasięgu i rozbudowują arsenał. Traktat oryginalnie dotyczył rakiet stacjonujących na wyrzutniach naziemnych, więc Rosjanie rozbudowywali swój arsenał rakiet morskich i przenoszonych w powietrzu. Mieliśmy kilka lat temu pokaz siły tych środków, kiedy Rosjanie z okrętów ostrzelali bazy rebelianckie w Syrii rakietami Kalibr. NATO i Amerykanie uznają, że właśnie te rakiety mogą zostać zakwalifikowane jako przedmiot zakazu traktatowego. Ich modyfikacje oraz stacjonujące w Kaliningradzie Iskandery traktowane są przez NATO jako złamanie przez Rosję traktatu. Formalności traktatowe zastępowane są przez fakty.
Traktat podpisano w roku 1987, jeszcze w czasach kiedy Rosja była Związkiem Radzieckim, prezydentem USA był Ronald Reagan, a I sekretarzem KPZR był Michaił Gorbaczow.

Traktaty zmieniają się wtedy, kiedy zmieniają się historyczne okoliczności. A te zmieniły się radykalnie od 1987 roku. Wówczas Rosja była stroną przegrywającą wyścig zbrojeń i wyścig ekonomiczny. Świat dwubiegunowy w przyspieszonym tempie stawał się światem, który później próbowano nazwać „Pax Americana”. Przez następne kilkdziesiąt lat nikt nie martwił się o zagrożenia nuklearne, ponieważ nie było interesów poszczególnych mocarstw, które zawsze stoją za tego rodzaju zbrojeniami. Świat nie martwił się nuklearnym zagrożeniem, bo Ameryka panowała, Rosja bezalternatywnie przestrzegała zobowiązań, a pozostałe mocarstwa atomowe specjalnie się nie liczyły.

Sytuację oczywiście zmienił rozwój arsenału chińskiego. Armia Republiki Ludowej dorobiła się w tym czasie około 2000 rakiet różnych typów i zasięgów, z których spora część podpadałaby pod traktat. Oczywiście, gdyby traktat obowiązywał i gdyby Chińczycy chcieli w nim wziąć udział. Również Hindusi i Pakistańczycy ze swoimi ograniczonymi arsenałami środków średniego zasięgu podlegali pod jego rygory. Namnożyło się więc podmiotów międzynarodowych, które rozwinęły swoje arsenały.
Traktat stał się więc dokumentem podwójnie przeterminowanym: i ze względu na postawę Rosji, jego sygnatariusza i ze względu na licznych nowych kandydatów do jego zawarcia.
Zakończenie jego obowiązywania przynosi dla wszystkich stron, nowych i starych, pozytywne aspekty. Rosjanie zyskują narzędzie rzeczywistego i propagandowego nacisku na Europę oraz USA, które mogą stosować już bez oskarżeń o łamanie dokumentu. Amerykanie uwalniają się od ograniczeń i będą mogli w szybszym tempie modernizować swój arsenał średniodystansowy. Chiny i inni mogą liczyć na otwarcie kanałów dyplomatycznych i negocjacyjnych jakiegoś nowego porozumienia w tym zakresie, co stworzy dla nich dodatkowe mechanizmy wywierania nacisku na otoczenie. Mocarstwa atomowe, duże i małe, zyskują.
Tracą oczywiście te państwa, które rakiet średniego zasięgu nie posiadają, a które staną się obiektem potencjalnego napadu atomowego. Przede wszystkim Europa, również Japonia i Korea Południowa, które do zagrożeń północnokoreańskich już mogą dodawać zagrożenia chińskie.
Najważniejsze zagrożenie dla Polski oczywiście pochodzi z kierunku rosyjskiego. Od dłuższego czasu znany jest bowiem scenariusz możliwej konfrontacji rosyjsko-natowskiej na terenie Polski. Rosja powoduje jakiś kryzys zbrojny, uderza w teren Polski lub innego państwa Europy Wschodniej rakietą z niewielkim ładunkiem atomowym (taktycznym) i stawia reszcie świata, a przede wszystkim Amerykanom stare i symboliczne pytanie:

Czy warto umierać w wojnie atomowej za Gdańsk?

Kto bowiem odważy się na ryzyko konfliktu nuklearnego, jeśli zaatakowane zostanie państwo „pomiędzy”. Cechą rosyjskiej polityki jest w ostatnich dekadach stwarzanie wojskowych faktów dokonanych, wobec których toczy się gra polityczna. W Gruzji i Ukrainie zajęli terytorium wojskowo i nikt nie może zmienić tego faktu politycznie, nie mówiąc już o reakcji wojskowej.
Użycie nuklearnych środków taktycznych byłoby podniesieniem takiej polityki na znacznie wyższy szczebel.
Oczywiście, NATO i Amerykanie widzą takie zagrożenia, dlatego w ostatnich oświadczeniach Sekretarz Generalny stawia sprawę jasno i jednocześnie tajemniczo: „żyjemy w świecie bez INF i NATO znajdzie środki odpowiedzi na rosyjskie działania”. Środki wywiadowcze i jak się możemy domyślać, również wojskowe. Czyli rozbudowę lub zmianę przeznaczenia baz antyrakietowych w Polsce i Rumunii.
Z tym bazami to również ciekawa sprawa. Budowany w obu krajach system Aegis Ashore miał służyć przede wszystkim ochronie przed rakietami irańskimi. Jasne jest przecież, że trudno byłoby zestrzelić rakietę wystrzeloną np. z Kaliningradu z wyrzutni oddalonej o kilkaset kilometrów zaledwie. Czas rozpoznania i reakcji jest tutaj minimalny i zbyt niepewny, by można myśleć o równoważeniu potencjały rosyjskiego przez bazę antyrakiet w Redzikowie. Amerykanie muszą więc wymyślić nowe lokalizacje lub nowe antyrakiety, zdolne zrównoważyć potencjał rosyjski (i vice versa).

A najlepiej zastąpić antyrakiety innymi środkami zniszczenia: na przykład bronią laserową czy kinetyczną, precyzjnie naprowadzaną. Albo stworzyć środki cybernetyczne do zapobiegania wystrzeliwania w ogóle takich rakiet.

Byłoby to rozwiązania tańsze i przynoszące pewniejsze efekty (takie przynajmniej jest założenie). Oczywiście to są wciąż prototypowe rodzaje uzbrojenia, ale jak się wydaje, pójście w tym kierunku szybciej „zmęczy technologicznie” Rosjan.
Oczywiście, chciałoby się polegać wciąż na zimnowojennej doktrynie wzajemnie gwarantowanego zniszczenia „MAD”, która powstrzymała ZSRR i USA przed wojną atomową. Gwarantowała, że rozpoczęcie działań atomowych przez jedną ze stron spotka się z odpowiedzią totalną drugiej strony i całkowitym zniszczeniem. Szaleństwo zamieniało się w racjonalną kalkulację.

Ale w tym szaleństwie uczestniczyły tylko dwa państwa, teraz mamy atomowy legion. I to stwarza oczywiście pole do szaleństwa zwiększonego, a kalkulację racjonalną czyni znacznie trudniejszą.
Największym wyzwaniem w przeciwdziałaniu rosyjskim rakietom (i również chińskim) z natowskiego punktu widzenia nie będą jednak sprawy techniczne. To polityka, a zwłaszcza nastawienie poszczególnych państw do Rosji zdeterminują jedność natowskiej odpowiedzi. Łatwo wyobrazić sobie, że głosy wzywające do opamiętania zamienią się w głosy typu: „nie pozwolimy na nuklearyzację Europy”, jak miało to miejsce w latach 70 i 80 kiedy grupy pacyfistyczne blokowały rozmieszczanie amerykańskich pocisków manewrujących w Europie.
Jak zwykle więc, rywalizacja militarna i technologiczna poprzedzona i determinowana będzie rywalizacją polityczną, podatną przecież na wpływy, korupcję, finanse i czystą głupotę uczestników.

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. annawojcik90 pisze:

    Mamy nadzieję, że wszystko wróci do normy. Pozdrawiamy serdecznie 😀

    Polubienie

Odpowiedz na annawojcik90 Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s