Ach, jak oni kończą… (o panach Petru i Biedroniu i kilku innych)

… Pan Petru ogłasza odejście z polityki i zakończenie swoich zmagań, z trzeba przyznać, niełatwą dla niego materią. Jego wpadki i przejęzyczenia bywały nawet urocze, choć największa z wpadek, niesławna wyprawa na wakacje w środku kryzysu sejmowego już tak zabawna nie była. Ale jednak kończy z godnością, niczym niegdyś Janusz Palikot, zrywając otwarcie z polityką i podejmując swoje prywatne zajęcia. Jest w tym geście coś ujmującego i uczciwego.
Pan Biedroń kończy natomiast w splendorze brukselskim, podczas gdy jego partia rozbiega się po lasach i stepach, pobita i wykosztowana. Ale pobita nie podczas wyborów, bo te 6% to nawet nie był najgorszy wynik, ale zawiedziona liderem. Miał użyczać swej niewątpliwej charyzmy i prowadzić działalność w Polsce. A obecnie próbuje ze swoim kłopotliwym bagażem zrobić cokolwiek, byle nie musiał martwić się podczas brukselskich, nienależnych mu, bezsensownych peregrynacji.

Najgłębszy mój zawód leży w tym, że z panem Biedroniem mieliśmy budować nową siłę modernizującą Polskę, czyniącą Polskę nowoczesną, równościową, europejską, szanującą wartości. Umówiliśmy się, że zrobimy to tutaj, a nie w Brukseli. Taka była obietnica. Rozumiałem, że pan Biedroń robi manewr ze startem do europarlamentu po to, aby pociągnąć listę i wprowadzić tam wartościowych ludzi. Ale umowa zakładała, że najważniejszy wysiłek będzie w Polsce, na jesieni. Mandat należało oddać, słowa dotrzymać, pokazać, że zależy mu na zmianie Polski. A jedyna zmiana jakiej pan Biedroń dokonał, to zmiana Słupska na Brukselę.

Zamiar był taki, by do PE weszła następna po Biedroniu osoba z listy warszawskiej. Było to uczciwe i jasne. Okazało się, że szanse miała na to pani profesor Monika Płatek. Byłaby świetną europosłanką, byłaby ozdobą intelektualną i kulturalną polskiej mizernej delegacji do PE. Pan Biedroń miał przecież z mandatu na jej rzecz zrezygnować i walczyć dalej w Polsce.
Wolałbym go wspierać i współpracować z nim, nawet gdyby się Wiosna nigdzie nie dostała, ponieważ mam wielką ochotę na wspieranie tych, którzy chcą Polskę zmieniać w pożądanym przeze mnie kierunku: liberalnym, nowoczesnym, równościowym i w stronę sprawnego, pogodzonego wewnętrznie państwa.

Adam Leszczyński w Krytyce Politycznej zabawnie i uszczypliwie podsumował zachowanie lidera Wiosny. Jako głęboko rozczarowany zwolennik tej partii (aktywny zwolennik, współpracujący z nią ekspert, muszę dodać) mam drobną satysfakcję, że ktoś zgrabnie wyłożył moje frustracje i wyraził mój żal do człowieka, pod przewodnictwem którego chciałem przyczynić się do odnowienia polskiej polityki. No cóż, głupi i naiwny ja i kilku innych ludzi, którzy z tym samym zamiarem pana Biedronia wspierali. Pod każdym słowem listu Leszczyńskiego się podpisuję.
Ale jest coś jeszcze, czego Autor artykułu nie ujął.

Jest przecież lista ludzi: Janusz Palikot, Ryszard Petru, Marek Lisiński, Mateusz Kijowski, Barbara Nowacka, Adrian Zandberg i paru jeszcze innych liderów zbiorowej liberalnej wyobraźni, których sprawę popierali ludzie pragnący zmiany w murszejącej polskiej polityce. Wszyscy oni w jakiś sposób zawiedli liberalną wyobraźnię. Mieli być zwiastunem zmiany, ale ich deficyty osobiste oraz deficyty sposobu uprawiania przez nich polityki zawiodły wielu zwolenników nowoczesnej zmiany. Nie sposób wymienić sposobów w jakie się skompromitowali, mocniej lub lżej, ale łączy ich to, że zawiedli nadzieje szczególnego typu wyborcy.
I teraz w otchłanie ich politycznych i osobistych klęsk wchodzi pan Biedroń, cały na biało, w brukselskim garniturze. Ostatecznie kompromitując samą ideę możliwości zmiany polityki, rozbicia nieadekwatnych struktur politycznych, wskazania nowoczesnych kierunków rozwoju Polski. Partia, która miała odnowić język i sposoby działania, staje się przez niewierność własnego lidera symbolem używania języka pokrętnego i działań nastawionych na zysk osobisty.

Kto po takiej kompromitacji zdecyduje się jeszcze na próbę wejścia do polityki? Kto zdecyduje się na podniesienie sponiewieranego sztandaru zmiany? Kto wreszcie odważy się na budowę nowej struktury politycznej, partii zorganizowanej, sfinansowanej i z aspiracjami do grania na najwyższym poziomie zmagań?
Najsmutniejsze w upadku Wiosny i poniżeniu liberalnego wyborcy i działacza przez pana Biedronia jest to, że kolejnego lidera w tym stylu długo już nie ujrzymy. Nie ma i nie będzie lepszego Biedronia, bo obecny, jakoś tak nagle postarzały i nieprzyjemny, wciąż się tu kręci i zatruwa pamięć liberalnych wyborców, pożądających sprawiedliwej, nowoczesnej i kierowanej wartościami polityki.
Nawet jeśli o nim zapomnimy, jeśli będzie siedział w tej swojej cholernej Brukseli, to powątpiewać można, czy zdąży się jeszcze pojawić siła o podobnym do Wiosny kapitale założycielskim.
W jesiennych wyborach spełni się zatem dramat odwrotu Polski od wartości liberalnych, nie tylko przez brak zwycięstwa opozycji, nie tylko przez zacementowanie władzy PiS do czasu kryzysu ekonomicznego. Będzie również apatia liberalnego, wielkomiejskiego wyborcy, którego przez długie lata nikt nie będzie w stanie zmobilizować.
Biedroń miał szansę politykę odnowić. Przez swoje deficyty umocnił jej najgorszą wersję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s