„Łamaczka talibskich serc”

Marek Świerczyński napisał ciekawą notkę o kandydatce na dowódcę polskiego kontyngentu w Afganistanie. Zauważa, że pani pułkownik Sochan wydaje się nie posiadać doświadczenia bojowego wystarczającego do dowodzenia w trudnych, wojennych warunkach. Ponadto zwraca uwagę na szybką ścieżkę awansową, najwyraźniej pod patronatem Macierewicza. Celnie podnosi również argument o roli kobiet w wojsku i o tym, że należy im się miejsce bardziej poczesne niż przedmiot obściskiwania i obśliniania mankietów w święto 8 marca.
Objaśnia również zastrzeżenia, jakie rzekomo podnosi „środowisko” wojskowe, czyli, że niedoświadczona, że nieprzygotowana, że wcześniej była typowym wojskowym urzędnikiem. No i oczywiście, że za szybko awansowała – no bo wiadomo, kogo Macierewicz tak szybko awansował.
Ja również przebywam we wzmiankowanym „środowisku” byłych wojskowych i zdążyłem się dzisiaj dowiedzieć, że pani pułkownik będzie łamać serca talibom i że talibowie będą się śmiać, bo wiadomo jacy talibowie są dla kobiet… że wyznaczenie pani pułkownik jest potrzebne, ale przecież jest tyle innych pań, więc czemu akurat ta pani? I że w ogóle, kobiety się spełniają jako lekarze wojskowi albo jako pielęgniarki, ale wojna to poważna rzecz i nie miejsce tu na eksperymenty, bo życie „naszych chłopców” jest na szali.

Byli i obecni żołnierze nie tracą okazji, by dowieść, że są idiotami, chamami, seksistami i zakompleksionymi ćwokami. Poczytałem też kilka opinii pod artykułem, i prostuję tę opinię. Cywilni komentatorzy wpisu też bywają zakompleksionymi ćwokami i mędrkami.

Nie znam tej pani, nie wiem jakim jest oficerem. Być może jest protegowaną Macierewicza, być może nie jest. Szybkość awansu nie ma dla mnie wielkiego znaczenia – do Iraku w 2004 roku wyjechałem jeszcze jako kapitan, a w 2007 roku w Afganistanie byłem już pułkownikiem. Z sympatią zauważam, że jest solidnie wykształcona, skończyła WAT. Marek zauważa, że nie dowodziła po skończeniu uczelni, ale trzeba przyznać, że wśród absolwentów WAT-u niewielu było takich, którzy szli do linii. Watowcy wybierali różne kierunki, czasami trudniejsze i ciekawsze niż dowodzenie w polu.

Ma dla mnie natomiast znaczenie tło, na jakim przyszła dowódczyni kontyngentu się znajdzie. Tło złożone z wizerunków jej poprzedników na stanowiskach dowódczych w Afganistanie.
To tło tworzą również byli urzędnicy wojskowi, którzy dowodzenia uczyli się dopiero w Afganistanie. Co najmniej dwóch dowódców nie dowodziło wcześniej niczym większym niż kompania i zarzucano im nieprzygotowanie i bycie pupilkiem różnych szefów sztabów lub ministrów. Jeden z nich wrócił zahartowany, odważny i doświadczony, drugiemu ręce się trzęsły na myśl o wyjeździe z bazy.
Wśród poprzedników na najważniejszych stanowiskach bywali alkoholicy. Bywali tacy, pod których nadzorem baza w Bagram śmierdziała na kilometr od spirytusu lotniczego, noszonego przez żołnierzy dla niepoznaki w małych butelkach na wodę i spożywanego „do posiłku”.
Bywali w Afganistanie oficerowie-kretyni, pozbawieni minimalnych zdolności porozumiewania się z koalicjantami, ponieważ mówili w jedynym znanym im dialekcie angielskiego, czyli „pan pójdzie i powie temu Amerykaninowi o co mnie się rozchodzi”.
Bywali zaczadzeni wojennym obłędem szaleńcy, strzelający z haubicy Dana do wszystkiego, co się rusza w kamerze balonu obserwacyjnego i biesiadujący później przed monitorem, na którym zapętlona była prezentacja zwłok talibów, którzy wysadzili się w powietrze.
Bywali tam ludzie przeważnie przeciętni, którzy traktowali misję jako upierdliwy szczebel do kariery. Do rzadkości należeli dowódcy wybitni. Na wojnie, jak to na wojnie. Pani pułkownik, jeśli rzeczywiście wyjedzie na misję, będzie miała okazję do zapisania się do którejś z tych grup. W każdej z dostępnych wersji znajdzie godnych i niegodnych poprzedników.

Mnie osobiście brakuje kobiet w takich miejscach, na wymagających stanowiskach. Wiodłem na przykład długą dyskusję z szefostwem BOR, żeby wreszcie zaczęli wysyłać kobiety do ochrony dyplomatów w Afganistanie. Uważam, że kobiety dawały sobie doskonale radę w najtrudniejszych miejscach i na najcięższych odcinkach, że wspomnę choćby dzielne i mądre dziewczyny pracujące w PRT albo te z NGO-sów, pracujące w warunkach, w których wymiękłyby orły z Gromu.
Polskie dyskusje w tej sprawie są do bólu przewidywalne i pokazują jak zacofana cywilizacyjnie jest nasza armia. Nie mówię nawet o nowinkach społecznych, ale na prostym uznaniu, że kobiety po prostu nie są gorsze od mężczyzn, bez absurdalnych argumentów.
Zryzykuję nawet taką tezę: lepiej dokonać szatańskiego wyboru i wysłać panią pułkownik, pupilkę Macierewicza, na to stanowisko, niż po raz kolejny przywoływać te wszystkie durne argumenty contra la femme i nic nie osiągnąć w tej sprawie. Jedzie na własne ryzyko, najwyżej straci ona sama, a kontyngentowi nie zaszkodzi, tak jak nie zaszkodzili mu opisywani wyżej kretyni lub przeciętniacy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s