Auto da fé, czyli o oczyszczeniu przez ogień.

„Nie mogę sobie poradzić z tym samospaleniem, ciąglę o tym myślę.”
„Nie rozumiem Piotra S., przecież nic bardzo złego się nie dzieje”.
„To nie był akt polityczny, to akt rozpaczy człowieka z dotkliwą kondycją psychiczną”.
„Mimo, że nie zgadzam się z tą władzą, to uważam, że jednak Piotr S. wybrał zbyt radykalną formę protestu.”
„Piotr S. oświetlł płomieniem dramat polskiej demokracji. Weźmy go na sztandary!”.

img-alternative-text

Oto przegląd postaw osób współczujących Piotrowi i jego rodzinie. Panuje raczej zadziwienie i przekonanie, że czyn ten jest jakoś odrębny w stosunku do naszego życia, że to się nie mieści w głowie. Jakbyśmy wszyscy zapomnieli, że istnieją śmierć, ból, okrucieństwo i że również na naszej ulicy ludzie mogą za coś ponieść okrutną śmierć. Zetknięcie z prawdziwym i przedłużonym cierpieniem, z agonią w emocjach – to jest temat skrzętnie obchodzony, przy którym czuć się można wyłącznie niepewnie.

Są również reakcje podłe w swojej pewności i buńczuczności, wydalane w eter i na papier przez nędznych polityków i służalczych dziennikarzy. Te pominę.

Mnie samemu najbliżej do pierwszego z powyższych zdania. Wciąż myślę o człowieku, który zdecydował się odebrać sobie życie w najbardziej bolesny z możliwych sposobów, by wygłosić swoje polityczne przesłanie.

Nie mogąc poradzić sobie z tym aktem samospalenia, wracam do książki „Auto da fé” Eliasa Canettiego. Jej bohaterem jest również Piotr, profesor Piotr Kien, człowiek wielkiej subtelności, wyrafinowania intelektualnego, znawca spraw chińskich, erudyta i posiadacz wspaniałej biblioteki. A przy tym człowiek stojący zupełnie obok tzw. normalnego życia, stroniący od ludzi i spraw, których nie rozumie i nie chce pojąć.
W życie jego zaczyna wkradać się prostactwo, ignorancja, chamstwo, powszedniość. Najpierw pod postacią służącej, która staje się jego żoną, później pod postaciami ludzi, którzy czerpią rozkosz i korzyści materialne z upokarzania subtelnego profesora. Duża część książki to opis sytuacji, kiedy subtelność i eteryczność zderza się z prostactwem, chamstwem i przemocą. Szlag mnie trafiał, czytając opowieści o dręczeniu Piotra Kiena przez jego przebiegłą żonę, czy hohsztaplera-szachistę, którzy oblepiali jego doskonałość swoim bagnem.
Piotr, bohater książki, osaczony, zniszczony, wynaturzony ze swej natury, w końcu podpala swoją bibliotekę i sam wstępuje na stos, dokonując samospalenia, auto-da-fé właśnie. Ratował się.

I tu znajduję jakąś namiastkę wyjaśnienia sobie tej strasznej sytuacji. Wszyscy ci, którzy starają się zrozumieć, odnoszą ją do siebie, do swoich własnych reakcji na bieżącą sytuację w Polsce. Sami by tego nigdy nie zrobili, bo mają tysiąc wyjaśnień. Ale przecież jedno z nich jest najprostsze: pan Piotr, Polak który spłonął, widział sprawy w kraju własną miarą i oglądem. Żadna z naszych recept, opinii i osądów jego czynu nie jest ważna, bo stał sam na sam ze swoim odczuciem i to ono popchnęło go w ogień.

Dodaję od siebie, posługując się wspomnianym dziełem Canettiego, że może była to też reakcja Piotra na prostactwo, na żulię, na chamstwo, na przemoc słowną i fizyczną, którą uwalnia do polskiego krwiobiegu od lat pewna formacja i jej lider. Przecież w telewizjach zasiedli lumpendziennikarze, w urzędach lumpenministrowie i szemrani dyrektorzy. Niektórzy donośnie krzyczący posłowie parlamentu wyrzucają z siebie rynsztok bez ustanku i bez krzty zażenowania. Lumpenksięża i lumpenbiskupi sączą swoje jady w rozgłośniach. Profesorowie i profesorki prześcigają się w obrazie wzajemnej. Jeśli obecna władza i jej bezpardonowość są skutkiem buntu przeciwko starym elitom, to nowa grupa liderów życia społecznego wydaje się nurzać w prostactwie bez opamiętania, jakby jutra nie było.
W wielu Polakach uwolnione zostało okrucieństwo i namiętność do przemocy, czy to słownej, czy wręcz fizycznej. Niektórzy tu mieszkający chcą zemsty na słabszych, dowolnie wybieranych osobach lub całych grupach, by pomścić swoje wyobrażone lub prawdziwe niedogodności i upodlenia. Polska martyrologia, polskie historyczne nieszczęścia zupełnie już straciły swój męczeński wymiar, stały się totemem głupców, tatuażem osiłków i narzędziem niedorzecznej zemsty, która nikomu przecież nie przyniesie ukojenia i oczyszczenia.
Polska stała się miejscem nieznośnym, dusznym i doskwierającym licznym obywatelom i obywatelkom. Coś nas strasznie oblepiło, a okrutnik i prostak w Polaku stali się całym Polakiem.

I tak właśnie widzę czyn pana Piotra, jako oczyszczenie z tego brudu przez ogień.

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. Hawk pisze:

    Bardzo trafna diagnoza.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s