Edukacja pana Trumpa

W ostatnich tygodniach nastąpiły znaczące wydarzenia w amerykańskiej polityce i jej wpływie na sprawy światowe:

  • Byli członkowie trumpowej kampanii prezydenckiej są poddani śledztwu ws. powiązań z Rosją;
  • Trump poniósł znaczące klęski w polityce wewnętrznej – dwa razy zablokowano mu tzw. „Travel bans”, poniósł prestiżową porażkę ws. reformy systemu zdrowia no i niespecjalnie radzi sobie z wytłumaczeniem swoim zwolennikom, że musi jednak zajmować się sprawami zagranicznymi;
  • Donald Trump wykonał kilka nagłych zwrotów politycznych – przynajmniej tak to wygląda publicznie: pokłócił się z Rosją, pogodził z Chinami, „America First” zmienił na „America First Global Policeman”, pogodził się z NATO;
  • Donald Trump jest poddawany kilku poważnym testom zagranicznym: Assad użył broni chemicznej, Kim Dzong Un grozi testem nuklearnym, Rosja straciła zainteresowanie współpracą z USA.
  • No i wreszcie użył amerykańskich sił zbrojnych w taktycznie nieznaczących, ale politycznie znamiennych uderzeniach: zbombardował lotnisko w Syrii, zbombardował obóz Państwa Islamskiego w Afganistanie.

Uff, sporo tego… wygląda to dość chaotycznie, każdy z tych punktów sam w sobie wygląda na niezborną próbę zrobienia czegoś, wysłania jakiegoś sygnału. Osobno rozpatrywane mogą tylko skłonić do lamentowania nad upadkiem amerykańskiej polityki zagranicznej, zwłaszcza po wystudiowanym Mr Cool Head, prezydencie Obamie, który miał widoczną linię precyzyjnego użycia siły do osiągania wątpliwych efektów politycznych.

Czy rzeczywiście za tym nie kryje się żadna strategia? Jeśli powiążemy potężne uderzenie na obóz Daesh w Afganistanie, gdzie użyto bombę burzącą tunele i podziemne instalacje z groźbami pod adresem Korei Północnej, która swoje instalacje nuklearne właśnie w tunelach trzyma… Albo jeśli powiążemy bombardowanie Tomahawkami jakiegoś nieważnego lotniska w Syrii z wyrażeniem zaskakującego poparcia i uznania siły NATO oraz żądaniem zwrotu Krymu przez Rosję, to wyobrazić sobie można, że mamy… całkiem normalnego prezydenta, który uczy się w szybkim tempie polityki zagranicznej i jeszcze zdaje sobie sprawę z ograniczeń własnego urzędu.

Bardzo poruszająca była dla mnie rozmowa z Glennem Beckiem, czołowym ideologiem konserwatywnej Ameryki i kiedyś skrajnie prawicowym komentatorem radiowym, który otrzeźwiał niedawno i wyleczył się z prawicowego populizmu. Przytoczył słowa George Busha patrzącego na swoje biurko w Pokoju Owalnym: „ktokolwiek nie zasiądzie za tym biurkiem, szybko zda sobie sprawę, że mając przed sobą problemy, z jakimi ja się zetknąłem, miałby związane ręce i zrobiłby to samo co ja”. Beck uważa, że Trump zdradził swoich wyborców, którzy oczekiwali osuszenia bagna i wycofania ze świata, a dostają powrót establiszmentu i nowe wojny zagraniczne.

Czyżby więc edukacja pana Trumpa postępowała szybko i nagle mielibyśmy uwierzyć w jego przyszłą pozytywną rolę w relacjach światowych? Czy Trump i jego prezydentura okażą się solidnym podmiotem relacji międzynarodowych i czynnikiem stabilizacji?

Przyzwoitość analityka każe mi powiedzieć, że oczywiście tego nie wiemy i nie powinniśmy próbować analizować przyszłości, której nie ma na podstawie szczupłych danych, dostępnych publicznie. Nikt, kto nie chce połykać ze wstydu swojego krawata, nie powinien próbować przewidywać przyszłości, nawet jej najbardziej prawdopodobnego kursu.

Niechęć do populizmu i bigoterii pod każdą szerokością geograficzną, każe mi powiedzieć, że Trump zachowywać się będzie jak każdy populista: ujawniał będzie swoją prawdziwą niekompetencję i niezdolność do zarządzania systemem, przeciwko któremu występował. Potknie się o własne nogi, okaże swoją nagość intelektualną i mierną wartość polityczną w chwili próby. Nie ma strategii, nie ma pomysłów pozytywnych, więc próbuje siłowego wariantu i biada tym, którzy uwierzyli w jego wielkość.

Optymizm i mój osobisty podziw dla Ameryki, każą mi z kolei wierzyć, że jednak ta edukacja pana Trumpa będzie właśnie amerykańska, że tam nie da się być złym prezydentem, że ma on wokół siebie świetnych doradców, byłych generałów, którzy znają się na rzeczy. Że Trump umie słuchać, umie powściągnąć swoją rozbuchaną osobowość szołmena. Że będzie przywódcą wolnego świata, jeśli ten świat w ogóle jeszcze istnieje. Że wreszcie zrozumiał, że sojusze są potrzebne, co dla nas w Polsce oznacza zwiększone bezpieczeństwo i kontynuację amerykańskiego parasola.

Ale po cichu i bez powoływania się na jakiekolwiek stanowisko, bez kasandrycznych nastrojów, bez optymizmu, za to z odrobinką własnego doświadczenia życiowego, sądzę po prostu, że Trumpa ta rzeczywistość pokona. I tylko nie wiem co z tego wyniknie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s