Co tam z BOR-u słychać?

Wszyscy teraz tylko o BOR i BOR, więc i ja trochę o tej słynnej formacji napiszę i wspomnę swoje okoliczności z funkcjonariuszami i ich przełożonymi. W latach 2006-2014 miałem z nimi bliskie relacje, bo najpierw pomagałem im ochraniać polską ambasadę i ambasadora w Kabulu, a później sam stałem się „obiektem ochranianym”, przeżywając z BOR-owcami perypetie ciekawe, czasami groźne, czasami zabawne. Nudno nigdy nie było na pewno.

Dzisiaj każdy polski konsument papki informacyjnej jest specjalistą od ochrony polskich VIP-ów i wie, jak należy taranować seicento, by VIP-owi nic się nie stało. Sporo się pojawiło opinii mniej lub bardziej udanych dziennikarzy, ale prawdziwy zalew ekspertyz nastąpił ze strony byłych, obecnych funkcjonariuszy BOR, którzy w różnych mediach opisywali co załoga ochronna pani premier powinna, a czego nie wolno było jej robić w czasie incydentu w Oświęcimiu.

Ja się na tematach technicznych nie znam i nie wiem: może trzeba było to seicento rozmazać na drodze, chroniąc VIP-a, a może trzeba było włączyć sygnalizację, by uniknąć zderzenia, jak sugerują przecieki ze śledztwa. Nie o tym jednak chcę pisać.

Co rzuciło mi się w oczy po incydencie, to właśnie wysyp ekspertów z BOR w telewizji i prasie, występujących podobnie: w kominiarkach i ze zmienionym głosem. Coś mi to przypomniało… co takiego? Otóż współpracując z tą formacją, zawsze miałem nieprzyjemne wrażenie, że wszystko co się dzieje w naszych relacjach jest natychmiast ujawniane gdzie indziej, że pomimo zachęt do dyskrecji, moi koledzy z BOR w ambasadzie, zawsze gdzieś coś wypaplają. Nawet jak mówiłem: „załatwiajmy swoje problemy na miejscu, dojdźmy do ładu i zrozumienia naszych wspólnych celów”, to zawsze się ta wątła solidarność kończyła zaniepokojeniem „Warszawy”, że „co się tam u was w tym Kabulu dzieje?!”. Najostrzejszym przypadkiem tej nielojalności była książka człowieka, który ochraniał ambasadę i później opisał wszystkie swoje frustracje i fantazje w publikacji, po której ze wstydu powinien spalić się on, jak i ci, którzy go do Kabulu wysłali.

Jednym zdaniem: BOR cieknie jak jasna cholera. Cieknie do uszu wożonych polityków, do uszu obsługiwanych ministrów, cieknie też do mediów, jeśli tylko można dzięki temu na chwilę taktycznie zyskać. Czemu cieknie? No bo tam trwa zażarta walka o stanowiska i tego rodzaju wrzutki są sposobem na awans, na przetarcie hierarchii, itd. Wysyp tych przecieków po incydencie z premier, czy z prezydentem, jest naprawdę bolesny i niepotrzebny.

Rzucił mi się również w oczy materiał TVN o ochronie posła Kaczyńskiego, bo tam sporo tych zamaskowanych ekspertów występowało, krytykując działanie firmy ochraniającej posła. A ja popatrzyłem na ten program z nieco innej perspektywy: dlaczego poseł Kaczyński zatrudnia akurat takich ochroniarzy? Do ochrony osobistej, owszem może niezbyt kompetentnej, ale również dlatego, że ci starsi, doświadczeni życiem mężczyźni (weterani „milicyjnego” GROM-u) właśnie trzymają gęby na kłódkę i nie roznoszą tajemnic posła Kaczyńskiego po głodnych sensacji mediach.

Co jednak BOR-owi najpoważniej grozi, to ta cholerna PAŃSKA postawa osób ochranianych, dla których BOR-owcy są jeszcze jednym atrybutem władzy i wyróżnienia. Ileż to było żartów z wyprowadzania psów, z jeżdżenia po pizzę, itd. A ileż jest historyjek w BOR o brataniu się Wielkiego Polityka ze swoimi pretorianami, o uczestnictwie w ślubach, o zakochanych córkach ochranianych VIP-ów, o niemalże członkostwie w rodzinie. To familiaryzowanie się, to partnerstwo nieprzystojne, to poczucie, że jest się związanym z jakimś politykiem, którego ochrona zaprowadzić może do awansu i podwyżki, jest najbardziej niszczącym aspektem całej tej sytuacji. Remedium jest jedno i brzmi cokolwiek absurdalnie: odciąć ochronę od osoby ochranianej, nie dopuszczać do zadzierzgnięcia więzi, które później niszczą całą służbę.

Po wypadku premier Szydło pojawiło się sporo pomysłów na to, co z BOR-em zrobić. Najbardziej kuriozalnym wydało mi się zamienienie go w jakiś nowy, prężny Organ Narodowy, czy jak tam nowa formacja miałaby się zwać… Mają dostać uprawnienia operacyjne i być drugim światowym Secret Service, tyle, że pomieszanym z Kedywem AK… wyborne. Jeszcze jedna służba specjalna w kraju, gdzie istnieje ich nadprodukcja. Myślicie, że BOR pod nową nazwą będzie sprawniejszy i że przeterminowane opony im nie będą wybuchać?

Otóż ja bym poszedł w zupełnie odwrotną stronę, nie tworzył nowych Organów Narodowych, ale właśnie zmniejszył znaczenie BOR, najlepiej włączając go do policji. Czemu do policji? Bo mieliby wówczas ogromną rotację kadry i wielki zasób kadrowy, bo praca w BOR nie byłaby ani „pierwszą pracą młodego człowieka”, ale okresowym wyróżnieniem, ani też „ostatnią pracą”, która wprowadza w służbę tych ludzi sporo patologii. Może w tej policji przestaliby tyle plotkować?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s