Wszystkiego najlepszego panie ministrze!

dnia

Różnych mieliśmy ministrów spraw zagranicznych i różne rodzaje ich expose. Bywało podniośle, bywało błyskotliwie, najczęściej zaś bywało nudnie, bo zakres spraw, które musi wspomnieć minister w takiej informacji sejmowej jest ogromny: od wielkiej strategii do stanu sieci teleinformatycznej w gmachu, czy liczbie konsulów w jakiejś tam Maltretanii.

Minister Waszczykowski nie ma szczęścia do wystąpień publicznych, więc pewnie wielu dziennikarzy wypatrywało jakiejś spektakularnej wpadki. Niczego takiego nie było, informacja była przedstawiona tak jak wygląda polska polityka zagraniczna: monotonnie, bez polotu, nudnie, ot, tak sobie po prostu.

Słuchałem wystąpienia i zastanawiałem się co by tu wybrać. Pomyślałem sobie, że na wielu sprawach po prostu się nie znam. No bo choćby moment, kiedy minister mówi, że za zmiany klimatu odpowiadają jakieś nieokreślone anomalie pogodowe… Acha! Pomyślałem, czyli wszystko w porządku, plamy na Słońcu czy pływy grawitacyjne Jowisza tłumaczą smog w Krakowie. Na jednym wydechu wspomniał jeszcze, że się nie zgadzamy na obniżanie kwot emisji CO2, co mój nieokreślony niepokój wywołało, bo wydawało mi się, że zmiany klimatyczne powoduje właśnie człowiek, a w Europie w tym szkodzeniu przoduje właśnie Polska, ale jako rzekłem, nie znam się. Niech będzie anomalia. Mam nadzieję, że obecny rząd anomalię tę zwalczy i ogłosi jeszcze ustami IPN, jakie są tej anomali związki i kto za nią stoi.

Znam się za to trochę na wojsku i terrorze, no i trochę na pomocy rozwojowej, bo się napatrzyłem w Afganistanie. Więc oto trochę uwag na te tematy.

Oczywiście, szef MSZ zaczął od tego, że przypisał swojemu rządowi wojska NATO w Polsce, wygraną w sprawie migracji oraz budowę tarczy antyrakietowej w Polsce. OK, każdy ma prawo różne rzeczy sobie przypisywać, choć eleganckie byłoby wspomnienie poprzedników i pokazanie, że bezpieczeństwo polskie jest ponadpartyjne, jak to kiedyś bywało, w latach dziewięćdziesiątych. No dobrze, nie wspomniał.

Co natomiast wzbudziło już moje duże zatroskanie, to postawa, którą prezentujemy vis-a-vis Rosji. Nazwę ją „militaryzacją relacji z Rosją”. Otóż Polska w zasadzie nie posiada teraz żadnych instrumentów odpowiedzi na politykę rosyjską, bardzo agresywną, ale jednak też bardzo „polityczną”, poza środkami wojskowymi. Mało tego, są to środki wojskowe niejako pożyczone od sojuszników, bo własnych wciąż jeszcze nie mamy. Na każde posunięcie Rosji jesteśmy w stanie odpowiedzieć wyłącznie „brygada USA w Polsce!” albo „więcej wojska na wschodniej granicy!”. Owszem, z Rosją trudno się politykę uprawia, ale zdaje się, że minister nie wskazał ani jednego narzędzia, którym Polska mogłaby się jeszcze wobec Rosji posłużyć. My nawet wizytę kanclerz Merkel postrzegamy w stosunku do Rosji. A przecież prosiłoby się, aby w tym kontekście wspominać o sile Unii, o lobbowaniu w Waszyngtonie, o silniejszej pomocy dla Ukrainy. Ops! ale my żadnych takich instrumentów już nie mamy, bo Unia jest rarogiem, który i tak zaraz padnie (wg myślenia PiS), Trump się wypina na świat, a Ukrainie wielkopańsko doradzamy, jak do Europy bez Bandery na kolanach mają wejść.

O rzekomo wielkim polskim projekcie zagranicznym jakim, jest miejsce w Radzie Bezpieczeństwa minister wspomniał zaledwie półgębkiem, a o udziale w misjach wojskowych ONZ wspomniał drugim półgębkiem. Szkoda, że się z tych misji wycofaliśmy, szkoda też, że nie umiemy do nich wrócić.

Polska polityka zagraniczna od dwóch lat dość tchórzliwie traktuje problem uchodźców wojennych. Dzisiaj minister Waszczykowski ponownie udzielił jakiejś kosmicznej rady o „rozwiązywaniu problemów uchodźców w miejscach ich powstawania”, zamiast zaprezentować przyzwoity program humanitarny w tej sprawie (większy niż słynna szkoła w Libanie). Czyli, że co? Polska stanie się teraz graczem w Syrii (z Rosją? z USA? z Kurdami? z łagodną wersją Al Kaidy?), żeby tam rozwiązywać problemy? Zamiast łapać się lewą ręką za prawe ucho, jak mawiał mój mentor w dyplomacji, powinniśmy przynajmniej zaprezentować solidne wydatki na wsparcie uchodźców. Przejrzałem sobie niedawno strony ambasad RP w krajach wokół Syrii i jakoś nie widzę tych 119 mln złotych… A to jakieś wsparcie kościoła, a to wsparcie Caritasu, wszystko pięknie, ładnie, szlachetnie… i bardzo skromnie. Nie tak się robi pomoc humanitarną. Poza tym te wspomniane w expose 119 mln zł na pomoc dla Syrii budzi moje wielkie podejrzenia. Myśmy przecież 80 mln złotych w Afganistanie przez 4 lata wydawali…

Acha, była jakaś obietnica otwierania placówki w Syrii. Bylibyśmy ewenementem europejskim, jeśli się uda do tego doprowadzić, bo się stamtąd wszyscy ewakuowali, oprócz zdaje się Czechów. Być może teraz placówki będą wracać do Damaszku, żeby się nurzać w trupim zapachu jaki ciągnie od Baszara al Asada…

Ładnie zabrzmiało zapewnienie o reanimacji Trójkąta Weimarskiego, choć miałem wrażenie, że minister mówił to w jakichś kategoriach wojskowych raczej niż politycznych („wszyscy za jednego, jeden za wszystkich”, muszkieterowie, znów ten nieznośny militaryzm!). Mam nadzieję, że Francuzi wreszcie zorientują się, że całe to kłucie ich w oko polskim starożytnym widelcem, było właśnie sposobem na wzmożenie. Czyli, że chyba Caracale kupimy, skoro Weimar chcemy wzmacniać? Nie? Nie kupimy? Mam wrażenie, że cały ten Weimar jest ukłonem pod adresem pani kanclerz Merkel, bo pod adresem francuskim to póki co nie ma się komu kłaniać.

W ogóle pan minister nie zaadresował prezydentury Trumpa. Szkoda, bo pewnie na jakieś słowa czekali ambasadorowie zgromadzeni na galerii. Zdaje się, że Polska może wobec Trumpa przybrać pozycję trusią, czekając na to, czy nas Trump zauważy i czy brygadę w imię jakiegoś dealu z Putinem zabierze, czy też nie… Jeśli chcemy być z Amerykanami partnerami, to trzeba się wypowiadać na temat tych relacji nieco odważniej.

Jeszcze o terroryzmie. Słowo to padło bodajże dziesięć razy w wystąpieniu, ale za każdym razem jakoś tak nieporadnie, bez zdecydowanego kontekstu. Owszem, nasi żołnierze z terrorem walczą (a propos jak tam misja w Kuwejcie?), my chcemy coś tam pogłębiać i poszerzać. W pewnym momencie się obudziłem, kiedy minister wspomniał o słabości instytucji państwowych w krajach, gdzie terroryzm się rozsiadł. O! pomyślałem, zaraz będzie o nation-buildingu! Ale nie… pan minister myśli, że oni chcą niszczyć cywilizację zachodnią, a w ogóle to Rosja okropna jest… Zmarnowana szansa, żeby coś o terrroryzmie z sensem powiedzieć.

Na koniec uwaga ogólna, a za chwilę jeszcze mała złośliwość. Otóż mam wrażenie, że w obecnych czasach się nam polityka zagraniczna rozeszła po różnych ministerstwach i pan Waszczykowski swojego podwórka nie dość asertywnie pilnuje i się nie rozpycha. Z Niemcami spotyka się pan z Żoliborza, z Węgrami również, o klimacie Polska rozmawia mięsistymi usty pana Szyszki, a już min. Macierewicz to w ogóle wziął na swoje mocne barki całą politykę natowską, chińską, amerykańską i jeszcze dużą część rosyjskiej. Pan Błaszczak równie żwawo i socjologicznie frapująco wypowiada się o multikulti i zna się na upadku Europy, że hej! A pan Waszczykowski tylko te nudne expose monotonnym głosem odczytuje… Bo jako rzekłem, polotu w tym ani wartego zapamiętania szlagwortu nie było. A! był jeden moment, kiedy minister wspomniał, że zbliża się rocznica Traktatu Rzymskiego i on jest jego rówieśnikiem.

No to wszystkiego najlepszego, panie ministrze!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s