Zaprzysiężenie Donalda Trumpa

Donald Trump wygłosił mowę krótką, ale nie treściwą. Agresywną, ale nie skierowaną w przyszłość. Obraził wszystkich siedzących na podium za jego pulpitem prezydentów – Obamę, Clintona, Busha i Cartera nawet – słowami o zrujnowanej Ameryce. Jego parabola o rzezi dokonywanej na Ameryce przejdzie do historii, jako przykład nie tyle nawet populizmu, ale głupoty po prostu.

Wydaje się, że nie można być prezydentem tak wielkiego i mającego tyle osiągnięć kraju, kiedy wieszczy się wyłącznie zniszczenie, strach i rozkład własnego kraju. Wydawać by się mogło, że Amerykanie to najbardziej optymistyczny naród na naszej planecie, a jednak przemówienie nowego prezydenta zabrzmiało jako stypa po imperium, a nie jak wizja lepszej przyszłości.

Brakowało w jego przemówieniu promienia nadziei. Owszem, mówił swoje, że Ameryka znów będzie wielka, ale żeby nadzieja była choć trochę prawdziwsza powinien zarysować drogę do tej wielkości. Drogi takiej nie szuka się jednak w obietnicach budowy nowych dróg, ale w odwołaniu się do energii ludzkiej, w pozytywnych nawiązaniach do ludzkich, ciepłych uczuć, w apelowaniu do ludzkiej przemyślności. Tego zdecydowanie zabrakło w przemówieniu.

Było za to sporo odniesień religijnych, które w jego ustach zabrzmiały całkowicie fałszywie, rzec by się chciało, nie wzywaj imienia boskiego nadaremnie człowieku.

W kolejnym przemówieniu, tym razem w siedzibie CIA Trump po raz kolejny pokazał, że obce są mu niuanse, obce są mu wartości i obce są mu etosy różnych amerykańskich grup społecznych i zawodowych. Stanął bowiem przy mikrofonie w bardzo specyficznym dla CIA miejscu, czyli przy ścianie pamięci, znajdującej się po prawej stronie przy wejściu głównym. Każdy wizytujący budynek amerykańskiego wywiadu musi zobaczyć tę marmurową ścianę, z wygrawerowanymi gwiazdami. Każda gwiazda oznacza poległego na służbie funkcjonariusza CIA. Jest to więc miejsce szczególne, gdzie należy wygłaszać słowa poważne i szczególne.

Trump tym czasem zaczął przechwalać się rzekomymi tłumami na swojej inauguracji (kłamstwo), zaczął żartem wypytywać ilu ze słuchaczy głosowało na niego (skandaliczne zachowanie wobec urzędników państwowych), wreszcie zaczął obrażać media. Samemu CIA poświęcił może trzecią część swojego banalnego przemówienia. Okazał się po raz kolejny miernym mówcą i człowiekiem nieszanującym etosu urzędniczego. Choć faktycznie rozlegały się brawa… znak, że i część personelu CIA taki styl odpowiada, no cóż.

Początek pojednania Trumpa z CIA był zatem nieudany, co zresztą zauważyło kilku byłych oficerów, narzekając na styl przemówienia nowego prezydenta.

Pojawił się też jakiś dziwaczny zarys polityki wojskowej i zagranicznej na stronie Białego Domu, ale tam nie ma co jeszcze analizować.

Wulgarny początek banalnej i wulgarnej prezydentury.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s